Słowami „Z pomocą Pana Boga i naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa, wybieramy tego naszego brata do stanu diakonatu” bp Marek Szkudło potwierdził kandydaturę Dawida Kellera, który w czwartkowy wieczór został włączony do grona osób duchownych archidiecezji katowickiej jako 31 diakon stały.
– Uczestniczymy w ważnym wydarzeniu dla naszej wspólnoty. Prośmy Ducha Świętego o Boże błogosławieństwo dla pana Dawida. Niech jego posługa przyniesie dla naszej parafii owoce duchowe. Owoce, które staną się dla nas wielkim darem i wielką łaską od Boga – mówił do zgromadzonych ks. Bogusław Świech, proboszcz parafii św. Michała Archanioła w Siemianowicach Śląskich-Michałkowicach.
W homilii bp Marek nawiązał do patronów nowego diakona: króla Dawida i patriarchy Benedykta, których określił jako „tak wyrazistych i tak odmiennych jednocześnie”. – Dawid był jak harfa zawieszona między niebem a polem walki – jej struny drżały od psalmów, lecz także od ciężaru korony. W jego dłoniach miecz i pieśń były jak brat i siostra, z jego oczu łzy pokuty spadały na kamienie Świętego Miasta jak deszcz po upalnym dniu – mówił bp Szkudło. – Święty Benedykt był jak cisza klasztornego świtu – nie grzmiał jak król, a uczył świat oddychać Bogiem. Budował cywilizację pokoju i wyważonej refleksji. Tam, gdzie Dawid tworzył królestwo z bitew i modlitw, Benedykt wznosił niewidzialny dom z milczenia, pracy i ładu – zaznaczył.

Kaznodzieja porównał owych patronów do dwóch żywiołów: ognia i wody. – Dawid przypomina ogień: tańczy przed Arką, płonie miłością Boga, upada i powstaje. Benedykt przypomina wodę – jest jak studnia w kamiennym wirydarzu: głęboki, spokojny i wierny jednej pieśni odmawianej każdego świtu – mówił. – Jeden prowadził naród przez burzę historii, drugi prowadził dusze przez ciszę sumienia. A jednak obaj byli pielgrzymami tego samego światła – Król Dawid szukał Boga w szumie strumienia psalmów, Benedykt odnajdywał w ciszy spokojnie formułowanej myśli – dodał.
Nawiązując do obchodzonego 14 maja w Kościele powszechnym święta św. Macieja Apostoła, bp Marek zwrócił się do kandydata na diakona, aby nie zapomiał także o tym patronie. – Jest coś niezwykle cichego w postaci świętego Macieja Apostoła. Nie wypowiada w Ewangelii ani jednego słowa. Nie ma przypisanych cudów, wielkich mów ani spektakularnych gestów. A jednak właśnie jego wybrał Bóg, by zapełnić pustkę po zdradzie – przypominał biskup. – Maciej nie wszedł do grona Apostołów, dlatego, że był najbardziej widoczny. On już tam był – wierny, obecny, zasłuchany. Był jak lampa paląca się w przedsionku świątyni, której prawie nikt nie zauważa, dopóki nie zapadnie noc – nauczał hierarcha.
Osobę diakona bp Marek określił jako „człowieka pomiędzy”: pomiędzy ołtarzem a ulicą, pomiędzy Ewangelią a codziennością ludzi, pomiędzy światłem świec a zmęczeniem zwykłego domu. – Jego stuła spoczywa ukośnie, jakby przypominała, że serce sługi nigdy nie bije wyłącznie dla siebie. Diakon nie jest powołany do tego, by być centrum. Zawsze jest „w poprzek” wieczności i doczesności. Jest jak most, po którym ktoś inny może dojść do Chrystusa – powiedział.
Nawiązując ponownie do żywiołów ognia i wody, bp Szkudło zauważył, że obecne w języku polskim stwierdzenie „pójść za kimś” albo „wskoczyć za kimś” i w ogień, i w wodę oznacza całkowite zaangażowanie. – Dzisiaj Twoje życie nabiera zupełnie innego wymiaru, choć z pozoru pozostaniesz niezmieniony. Idź za Jezusem i w ogień, i w wodę. Bo to On wybrał ciebie i zapragnął, byś tu dzisiaj był… – przypomniał nowemu diakonowi szafarz sakramentu a przywołując Jezusowe słowa „Nazwałem was przyjaciółmi”, wyjaśnił, że „cała posługa w Kościele nie zaczyna się od funkcji, tytułu i godności”. – Najpierw trzeba usiąść blisko serca Chrystusa. Bo tylko przyjaciel potrafi rozpoznawać Jego kroki pośród ciemności świata. Tylko przyjaciel umie kochać wtedy, gdy nie otrzymuje oklasków. Święty Maciej przypomina nam dziś, że Bóg widzi tych, których świat pomija. A diakon stały przypomina Kościołowi, że największa wielkość rodzi się z posługi – zakończył bp Szkudło.
Nowemu diakonowi w trakcie liturgii święceń towarzyszyła żona Agnieszka, rodzina, przyjaciele, znajomi, parafianie i diakoni oraz kandydaci do diakonatu formujący się w Ośrodku Formacji Diakonów Stałych Archidiecezji Katowickiej.
Na zakończenie liturgii dk. Dawid podziękował zgromadzonym w michałowickiej świątyni za ofiarowaną w jego intencji modlitwę. – Kilka lat temu usłyszałem, że aby chodzić po wodzie, trzeba wyjść z łodzi. Dziękuję Boże za ten czas, w którym wezwałeś mnie do wyjścia z mojej łodzi, z mojego miejsca, ze stabilizacji, w burzę, w niepewność, w nieznane, w zmiany. Dziękuję Jezu, że mnie zachęcałeś poprzez swoje słowo do wpatrywania się w Ciebie w tych najtrudniejszych burzach. Dziękuję Duchu Święty, że wzmacniałeś we mnie nadzieję, że dam radę, choć nie sam, po tej wodzie chodzić – mówił. – To nie jest koniec chodzenia po wodzie, ale fantastyczny początek dalszej drogi. Proszę, towarzyszcie mi, nam dalej modlitwą i obecnością – prosił zebranych.
Autor: Tomasz Nocoń / KATOWICE.GOSC.PL
Zdjęcie: Tomasz Nocoń/Foto Gość
